Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.
Rozumiem, nie informuj mnie o tym.
email: hasło: Przypomnij hasło Utwórz konto

artykuł ten ukazał się w 'Braci Łowieckiej'

Porady myśliwskie - szlachetne zdrowie myśliwskie

"A kiedy po latach
śmierć przyjdzie z oddali,
myśliwy w łeb śmierci
z przyrzutu wypali...
strzelona tak celnie,
trafiona śmiertelnie,
śmierć w ogniu zruluje - jak zając !!!"


Julian Ejsmond (1892-1930)
fragment "Pieśni myśliwskiej II"



Przez wiele dni analizowałem dane archiwalne, w tym dane personalne myśliwych z kilku przypadkowych kół łowieckich, na przestrzeni ostatnich 40-50 lat. Głównie uwagę skoncentrowałem na wieku myśliwych aktywnie polujących na polowaniach zbiorowych. Dane takie można uzyskać analizując listy uczestników polowań w określonych latach i porównawszy je z kartami ewidencyjnymi członków kół, określić wiek i tym samym średnią wiekową myśliwych polujących w danym roku. Są to oczywiście dane wycinkowe i niekompletne. Dowodzą natomiast niezbicie, że średnia wiekowa myśliwych polujących aktywnie obniżyła się w przeciągu ostatniego półwiecza.

Co to oznacza?
Oznacza to, że z roku na rok w zbiorówkach uczestniczy coraz mniej myśliwych starszych, a coraz więcej młodych. Nie tak dawno, przypadkowo spotkałem w sklepie myśliwskim człowieka, który wypytywał o możliwość sprzedaży swojej broni, gdyż jak twierdził jest już stary i kończy z łowiectwem. Zapytałem zaraz (wygląd jego nie przypominał sędziwego starca), ileż to liczy sobie wiosen? Odparł mi, że sześćdziesiąt lat i już nie nadąża za młodszymi kolegami na polowaniach na zające (w naszym regionie poluje się jeszcze na tą zwierzynę). Przypomniałem sobie zaraz pewnego znajomego, który rozpoczął karierę myśliwską w wieku siedemdziesięciu lat; od początku płacił składkę ulgową i zdążył dokonać jeszcze wielu "cudów" w myśliwskim rzemiośle.

ilustracja artykułu

jeśli klikniesz na obrazek to zobaczysz grawerunki autora
żdródło: Game & Hunting

Widać wyraźnie na starych fotografiach myśliwskich (takich sprzed stu lat), że osoby polujące to raczej starsi panowie. Niewielu trafiało się "młokosów" czy "gołowąsów", a powszechny szacunek dla siwizny czy też sylwetki przygiętej wiekiem był normą.
Dlaczego tak było i dlaczego średnia wieku myśliwych obniża się?
Przyczyn prawdopodobnie jest wiele, między innymi przemiany w obyczajowości. Najistotniejszą i najważniejszą jest fakt, że jesteśmy coraz mniej zdrowi, a coraz bardziej starzy. Pomimo, że statystyki usilnie wykazują wzrost średniej wiekowej mężczyzn, to okazuje się, że są mężczyźni kończący z łowiectwem w wieku ok. sześćdziesięciu lat ze starości!

Jeden ze znanych pisarzy myśliwskich wspomina o Włodzimierzu Korsaku, jak to jeździł on na parodniowe polowania wiele godzin koleją, a następnie maszerował dwadzieścia parę kilometrów przez puszczę do maleńkiej leśniczówki, do tego ze strzelbą i wypchanym plecakiem. Celowo nie zamawiał podwody, aby przez drogę nastroić się urokami przyrody, na czekające go łowy.

Czy współcześni myśliwi są gotowi przejść dwadzieścia kilometrów po bezdrożach, aby przeżyć kilka chwil w lesie, w ciasnej, niewygodnej izbie, bez kanalizacji i telewizji? Przecież na polowania jeździ się terenowym Land Cruiserem z klimatyzacją i nawigacją satelitarną. Niestety za te zdobycze postępu przychodzi nam płacić słoną cenę.

Obserwowałem kiedyś takiego człowieka, który po godzinie polowania na kury był w stanie skrajnego wyczerpania. Musiał przestać polować, gdyż groziło to co najmniej wylewem krwi do mózgu lub zawałem serca. W takiej samej sytuacji był jego pies. Wsiedli do wygodnego auta i odjechali do wielkiego miasta, na długo zrażeni do polowania.

ilustracja artykułu

jeśli klikniesz na obrazek to zobaczysz grawerunki autora
źródło: archiwum autora

Stajemy się z dnia na dzień coraz bardziej wygodni, leniwi i zasiedziali w samochodach. Jeździmy kilkadziesiąt metrów dalej, załatwić banalną sprawę, samochodem. Ostatnimi czasy wykształcił się bardzo "romantyczny" podjazd zwierzyny samochodem (niegdyś bryczką czy sankami). Czy takie polowanie "tranzytowe" nie kryje w sobie ducha epoki? Polują tak młodzi i starzy, bo to wygodne.

Młodzi myśliwi są bardzo sprawni i silni oraz zręczni. Posiadają niesamowity refleks strzelecki, są dużo szybsi od nas. Jednak okres tryumfu młodości trwa u dzisiejszej młodzieży dużo krócej niż jeszcze pięćdziesiąt lat temu. Już po trzydziestym roku życia (niekiedy troszkę później) następuje tzw. zdrowotny "schodek w dół". Organizm po oszołomieniu podawaniem wysokowartościowych pokarmów, sztucznych witamin, bezruchem, lenistwem, wszechobecnym "usamochodowieniem", zaczyna raptownie obniżać produkcję hormonów, w wyniku czego młodzian w przeciągu kilku miesięcy (najczęściej po przebytej chorobie typu grypa) staje się "młodym starcem". Aby do tego nie dopuścić, bądź zdecydowanie przyhamować ten proces, należy radykalnie zmienić styl życia.

Jeżeli nie odpowiada nam styl tzw. zdrowy czy sportowy, powinniśmy pomyśleć choćby o solidnym przygotowaniu naszych organizmów do nowego sezonu łowieckiego.
Przygotowania najlepiej rozpocząć w sezonie letnim lub urlopowym. Takie przygotowanie nie tylko sprawi, że będziemy szybsi, silniejsi i wytrzymalsi, ale i weselsi. Będziemy też na pewno zdrowsi na co dzień, w pracy i w domu.

W czasach PRL-u mawiano, że łowiectwo to dobry sport dla ludzi pracy. Nigdy tego nie podzielałem, ale dla dobra sprawy mogę przyznać, że to sport. Pod warunkiem, że rozwinie nas fizycznie a nie zabije zawałem czy odmrożeniem nóg.

Jestem zdania, że bezwzględnie należy pomyśleć o zdrowej diecie, rezygnacji z papierosów, kawy i alkoholu. Następnym krokiem będzie wprowadzenie do swojego rozkładu dnia małego zestawu ćwiczeń fizycznych, choćby takich jak najprostsze pompki. Zaczynamy od kilku dziennie, nawet po dwie-trzy co drugi dzień to już postęp w przygotowaniu naszego ciała do wysiłku. Stopniowo dodajemy co tydzień po jednej więcej. Dobrym ćwiczeniem jest podciąganie na drążku (nawet dwa razy na tydzień po jednym powtórzeniu) oraz proste ćwiczenia gimnastyczne jak skłony tułowia, skręty tułowia, krążenia bioder, kolan i szyi oraz najprostsze ćwiczenia rozciągające. Niezastąpionym ćwiczeniem jest bieganie, nawet na odcinku sto metrów dziennie. Sekret powodzenia treningu zależy od systematyczności jego stosowania. Lepiej ćwiczyć przez dziesięć minut dziennie, przez kilka miesięcy, niż zwiedzać sanatoria i gabinety kręgarzy i uzdrowicieli.

W miarę upływu czasu można zwiększać zakres ćwiczeń, pod warunkiem, że sprawiają nam przyjemność. Osoby w wieku dojrzałym na pierwszych, ciężkich terenowo zbiorówkach odczują zdecydowane efekty, albo po prostu nie odczują nic (mam na myśli zmęczenie). Można gimnastykować się w domu lub na dworze, można jeździć rowerem, lecz nie wolno nim zastępować biegu. Spokojne bieganie pomaga osobom ze schorzeniami typu żylaki kończyn dolnych, przy bólach kręgosłupa spowodowanych "zasiedzeniem" zwłaszcza w samochodzie i zwiększa kondycję fizyczną.

Przy "nietęgim" stanie zdrowia nie pomoże miesiąc w sanatorium, gdy po powrocie siądziemy do „tłustego” grilla, z papierosem w ustach i piwem w ręku. Pomóc może bezwzględny i systematyczny trening, skromny, ale konsekwentny. Wzmacnia on nie tylko ciało, ale i psychikę, co jest niesamowicie ważne w łowiectwie. Nie będę opisywał szczegółowo metodyki treningu, gdyż opisy takie można przeczytać we wszystkich pismach dla kobiet.

Spora część myśliwych cierpi już w średnim wieku na otyłość, chorobę naszych czasów, zbyt wysokie ciśnienie, oraz całą gamę nerwic. Być może należałoby się najpierw zbadać u lekarza, a dopiero pomyśleć o treningu przygotowującym nas na trudy polowania. Dbałość o własne zdrowie to też nie wszystko, co potrzeba nam do polowania.

Jeśli mowa o treningu to pamiętajmy też o psie, który też musi być odpowiednio zaprawiony do sezonu łowieckiego. Człowiek umie się oszczędzać, jeśli wymaga tego sytuacja, pies podczas pracy w wodzie czy w polu daje z siebie wszystko. Najlepiej gdyby biegał codziennie ze swoim panem, dużo pływał, jadał odpowiednie pokarmy, zaopatrzone w konieczne składniki mineralne i witaminy. Znam osobiście wielu ludzi, którzy zamykają swoje wyżły w ciasnych kojcach i karmią zlewkami z obiadu, a kiedy rozpoczyna się sezon, idą na polowanie. Znam przypadki tragicznego finału takich łowów. Psy tak eksploatowane żyją krótko i nieciekawie. To żałosne, że nazywam ich właścicieli ludźmi.

Życzyłbym sobie, żeby w szeregach naszych drogich czytelników nie było takich, którzy polują szybko ale krótko, pobieżnie i byle jak.
Gorąco namawiam do pracy nad sobą, abyśmy byli zdrowsi, długo żyli i polowali do końca naszych długich i pogodnych dni w towarzystwie naszych zdrowych, długowiecznych psów.
Najlepiej aby na zbiórce większość stanowili uroczy, starsi panowie z siwymi wąsami i aby to oni nadawali tempo i styl polowaniu, w atmosferze wzajemnego poszanowania, powagi i rutyny, wynikającymi z wielu lat myśliwskiego życia.

A młodzież? No cóż, podobnie jak ryby, powinna słuchać z otwartymi ustami starszyzny i uważać by nie narazić się na drwinę, a potem palić ognisko, układać pokot. Myśleć jak tu zabłysnąć znajomością gwary łowieckiej, bądź np. sygnalistyki czy zwykłego bon-tonu.

W czasach, w których notujemy spadek liczebności drobnej zwierzyny, przychodzi pora, aby zwolnić tempo pogoni nie wiadomo za czym i nie wiadomo dokąd. Należy pomyśleć o wyhamowaniu i uspokojeniu napiętych do granic nerwów, by przynajmniej myśliwskie rzemiosło uprawiać ze spokojem i elegancją, właściwym starszym panom. Sztuka łowiecka będzie wówczas ukojeniem, cudownym balsamem i azylem dla naszej starości wraz z malejącą sprawnością fizyczną. A kiedy po latach śmierć przyjdzie z oddali ...

Leszek Ciupis


Strona myśliwska Leszka Ciupisa