Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.
Rozumiem, nie informuj mnie o tym.
email: hasło: Przypomnij hasło Utwórz konto

artykuł ten ukazał się w 'Braci Łowieckiej'

Porady myśliwskie - polowanie na tumaka

Moje tumaki


Spośród wielu rodzajów łowów na różne gatunki zwierzyny, po latach najbardziej gustuję w polowaniu na tumaki. Jest bowiem nie tylko niezwykle ciekawe i emocjonujące, ale i bardzo trudne.

Polowanie na tumaki uczy cierpliwości, opanowania i pokory wobec wielkiej mądrości natury. Udowadnia nam po raz kolejny naszą małość i bezradność w obliczu potęgi puszczy, nawet jeśli tą puszczą jest podmiejski lasek. Potrzeba całych lat obserwacji i długich, żmudnych polowań (rzadko zakończonych sukcesem), żeby nabyć umiejętności potrzebnych do zmierzenia się z tymi drapieżnikami.

Nie będę omawiał wszystkich metod polowania, bo czyniono to wielokrotnie. Chciałbym natomiast podzielić się swoimi doświadczeniami i dać wskazówki, jakich nie znalazłem dotąd w literaturze.
Na deptaka

Latem wykładamy przynętę w miejscach, gdzie zimą zaobserwowaliśmy dużą aktywność kun. Mogą to być kawałeczki słoniny, cewka strzelonego rogacza, skrzydło kaczki itp. - coś, co się nie zepsuje, ale raczej wyschnie. Tumak nie zje przynęty (którą co jakiś czas powinniśmy wymieniać na świeżą), ale będzie odwiedzał miejsca jej wykładania z ciekawości która wejdzie mu w nawyk. Przynętę najlepiej umieszczać pod stosem ściętych gałęzi, a także nisko w wypróchniałych pniach, aby nie porwały jej lisy lub jenoty.

ilustracja artykułu

jeśli klikniesz na obrazek to zobaczysz grawerunki autora
Do tumaka strzelamy wyłącznie śrutem nr. 6. Co do broni to ja używam strzelby kal. 28.

Kiedy rozpoczyna się sezon polowań na kuny, przechadzamy się w pobliżu takich miejsc przed wieczorem bądź w nocy (na białej stopie). Na pewno za którymś razem uda nam się zobaczyć tomaka przebiegającego dukt leśny bądź umykającego między drzewami. Wówczas należy jak najszybciej pobiec w jego kierunku. Tumak ucieka dosyć wolno, a prawie zawsze po ok. 100 metrach wskakuje na drzewo i chowa się za pniem.

Na tego typu łowach bardzo przydatny jest odpowiednio ułożony pies. Mój Wachtelhund na komendę "Kuna!" natychmiast odnajduje trop ucieczki i doprowadza mnie do drzewa, na którym schronił się drapieżnik. W przypadku natychmiastowej pogoni człowieka tumak nie uciekamiędzy krzakami, ale chce przeczekać niebezpieczeństwo na drzewie. Jeśli zatem jest cicho i w miarę widno, krążymy wokół drzew, gdzie - jak przypuszczamy - kuna znalazła schronienie. Ta z kolei przekręca się na pniu, aby pozostać w ukryciu. Stara się wykonywać jak najmniej ruchów, ale jej pazurki chrobotają po korze drzewa, zwłaszcza sosny, a wówczas z łatwością lokalizujemy miejsce ukrycia. Ponadto kuna ma zwyczaj ciągłego obserwowania prześladowcy i wychyla się zza pnia, dając okazję do strzału.

Wiele razy zdarzyło się, że gdy szedłem bądź jechałem rowerem przez las, przebiegał mi drogę tumak. Natychmiast usiłowałem go dogonić, co prawie zawsze kończyło się wpędzeniem zwierzęcia na drzewo. Ponieważ dnie miałem akurat broni, zdejmowałem np. kurtkę lub tylko szalik, wieszałem na krzaku blisko drzewa i spokojnie szedłem do domu po strzelbę. Kuna siedziała i "pilnowała" ubrania, traktując je jak żywego człowieka.

Pod koniec stycznia u tumaków występuje tzw. ruja pozorna. Polowanie po tropie nie ma sensu, gdyż kuny wykazują wtedy wzmożoną aktywność ruchową; niekiedy wcale nie żerują, tylko ganiają się w parach. Zaglądają przy tym na nasze nęciska, na których nie pogardzą słoniną i suszonymi śliwkami. Odwiedzamy te miejsca. Krążąc po lesie (nocą po białej stopie i przy księżycu), przy odrobinie szczęścia, możemy nawet strzelić dublet zaaferowanych sobą tumaków.
Po tropie

Ta metoda polowania jest bardzo trudna. Najlepsze efekty osiągamy, gdy polujemy po ponowie, z ułożonym do tego celu psem. Psa prowadzimy po tropie na otoku, zachęcają słowami: "Szukaj, kuna!". Kiedy ten sosób poszukiwania zwierza jest opanowany, polujemy bez otoku, przy czym pies nie może się oddalać, lecz ma utrzymywać kontakt z myśliwym. Po pewnym czasie pies umie już sam wybrać najcieplejszy trop. Prowadzi pewnie i bezbłędnie. Umie też omijać puste stosy gałęzi i pryzm drzewa, zachodząc je pod wiatr - tym samym upewnia się, że tumakposzedł dalej. Wyszukuje trop wyjściowy (na nos i na oko).

Jeśli tumak przechodzi po konarach, warto psu pomóc. Dochodzenie kuny, która zaległa np. w gnieździe, często ułatwiają sójki. Widząc myśliwego, skrzeczą przeraźliwie w miejscu ukrycia znienawidzonego wroga, chcąc go zdemaskować.

Do polowania na tumaki najlepiej nadają się łajki, wachtelhundy, jamniki szorstkowłose i teriery lub kundle z pasją. Można też przyuczać dzikarze, ale nigdy nie będzie wiadomo, czy znalazły tumaka czy dzika. Wyszkolenie psa wymaga mozolnej pracy, ale trud się opłaci. Doświadczony pies po jakimś czasie sam będzie obiegał oddziały, w których kręcą się tumaki (oczywiście po zachodzie słońca), a następnie głosem da nam znać, że możemy już przyjść ze strzelbą.

Kuna zazwyczaj ukrywa się w gnieździe, stosie gałęzi lub dziupli. Z gniazda wypłaszamy ją, skrobiąc patykiem po korze, a następnie postukując w pień np. grubym kijem. Powinniśmy bacznie śledzić, co się dzieje. Zwykle tumak umyka z gniazda wyżej, w koronę drzewa. Stamtąd można go ruszyć jedynie strzałem. Ruszony, często wyskakuje jak z procy i umyka, szybko skacząc z drzewa na drzewo. Wówczas nie wolno zwlekać z oddaniem drugiego strzału.

Doświadczenie wskazuje, że w gniazdach chronią się osobniki, które się w nich wychowały. Kuny wychowane w dziupli zazwyczaj bytują w dziuplach. Wypłaszanie tumaka z rodzinnej dziupli jest czasem bardzo trudne, a im dłużej trwa, tym bardziej twardo tumak siedzi w miejscu. Jeśli zatem postukiwanie ani skrobanie nie daje rezultatu, należy zastosować inny sposób. Ja używam wtedy wędziska teleskopowego 7-metrowej długości, z żyłką, kołowrotkiem i uwiązaną na końcu małą gruszką stalową o wadze ok. 25 dkg. Po wpuszczeniu jej do dziupli kuna wyskakuje natychmiast, o ile oczywiście tam jest. Można też imitować wchodzenie na drzewo, przesuwając po pniu długą, rozwidloną na końcu gałęzią, przechylając ją rytmicznie w prawo na lewo.

Jeśli tumak ukrył się w stosie gałęzi, na którym zalega gruba warstwa zmarzniętego śniegu, to czeka nas kopanie w śniegu i gałęziach zmrożonych często na kamień. Potrzebna będzie siekiera i szpadel. Niejednokrotnie taka kryjówka okazuje się bastionem nie do zdobycia. Tumak, jeśli poczuje psa, dotrzymuje do ostatniej gałązki. Ale kiedy już wyskoczy, szybko daje się wpędzić na drzewo.

Tumak przewie nigdy nie podejmuje walki z psem, chyba że jest ranny lub broni młodych. W takiej właśnie sytuacji zdesperowana samica odpędziła mojego jamnika szorstkowłosego, mimo że był on doświadczony i bardzo cięty. Kuna jest kilkakrotnie szybsza od psa i, ranna, potrafi być niesamowicie groźna. Młodemu psu może odgryźć truflę nosa i poważnie go okaleczyć lub nawet oślepić. Z dławieniem postrzałków trzeba więc uważać.

Bardzo niebezpieczna bywa dla psa także maleńka łasica, tzw. łaska. Można natrafić na nią przy poszukiwani tumaka w gałęziach na ziemi.
Na wabia i przy okazji

Tumaka można też wabić na pisk myszy bądź kniazienie zająca, a nawet pisk koźlęcia, również zimą. Sam do wabienia w wysokim lesie używam zimą zasłony w formie parawanu plażowego, z białego materiału (wykorzystałem cztery stare, białe obrusy) i pięciu prętów stalowych o długości 1,5 metra. Ustawiam go w czworobok i zasiadam wewnątrz na stołku, w białym ubraniu, razem z psem. Zdarza się, że tumak podchodzi blisko z zupełnie niespodziewanej strony. Wówczas przy pomocy psa wpędzam go a drzewo. Wabienie z ambony nie daje takich efektów. Parawan można wykorzystać również do polowania na lisa w odkrytym polu.

Tropiąc tumaki przez wiele lat, zapamiętujemy ich kryjówki, których z roku na rok przybywa. Odwiedzamy te miejsca i na chybił-trafił sprawdzamy, czy nie zalega tam kuna. Maożna tak polować przy okazji obchodu lasu, dokarmiania itd.. , zwłaszcza kiedy nie ma śniegu. Efekty są raczej mizerne, ale czasem dopisze szczęście. Musimy też być przygotowani na spotkanie z kamionką, czyli kuną domową, zwłaszcza na zasiadce w pobliżu wsi, choć zdarzało mi się też strzelać kamionki głęboko w lesie, wypłaszane z gniazd jastrzębi.

Ustrzelenie tumaka jest nie lada wyczynem. Polowanie takie jest zawsze niepowtarzalne, a pięknie spreparowane trofeum stanowi wspaniałą pamiątkę. Oprócz skór można też zbierać czaszki tych drapieżników.

Spora część wielkich myśliwych, którzy kładą po kilkadziesiąt dzików rocznie , nie upolowała nigdy tumaka, a wielu nawet go nie widziało. To o czymś świadczy. Mój rekord życiowy to sześć tumaków w jednym sezonie. Życzę wszystkim sukcesów w polowaniu na tumaki.

Leszek Ciupis

Kiedy byłem małym chłopcem, ojciec przyniósł od drwali trzy malutkie tumaki, wyjęte z dziupli ściętej olchy. Przez kilka miesięcy wychowywaliśmy je jak pieski, karmiąc mlekiem a potem mięsem. Były przezabawne i bardzo przywiązane do domowników. Ulubionym ich schronieniem były wysokie buty z cholewami, w których przesypiały cały dzień. Chowały się też w uchylonej szafie, w rękawach zimowego palta. Kiedy dorosły, wymordowały gołębie i drób w naszym sąsiedztwie, natomiast w pobliżu naszego domu ptactwo było nietknięte. Przegoniły też myszy, szczury i koty jako konkurentów pokarmowych. Świadczy to o niezwykłej inteligencji tych zwierząt. Późną jesienią opuściły nasz dom. Wyniosły się do lasu i nigdy już nie wróciły.

Strona myśliwska Leszka Ciupisa