Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.
Rozumiem, nie informuj mnie o tym.
email: hasło: Przypomnij hasło Utwórz konto


Internetowe Porady (artykuł ten ukazał się w numerze specjalnym Braci Łowieckiej w 2010 roku.)


Coraz częściej na internetowych witrynach pojawiają się porady dotyczące naprawy broni w domowych warunkach. Powstały nawet ukryte fora internetowe dla wtajemniczonych, na których omawiane są szczegółowo sposoby jej naprawy, a w nich zachęty typu: nie oddawaj broni do fachowca! Po co będziesz płacić? Lepiej napraw sobie sam, przecież to takie proste!

Coraz częściej trafia do mnie broń reperowana domowym sposobem, prawie wykończona nieumiejętną naprawą w domowych warunkach przez rusznikarzy-amatorów. Co prawda niektóre uszkodzone mechanizmy jestem w stanie zregenerować lub odtworzyć, to jednak w wielu przypadkach uszkodzenia są tak poważne, że broń trafia na złom.

Przez ostatnie 20 lat w Polsce zmienił się kierunek kształcenia pracowników. Mamy coraz mniej mechaników, frezerów, tokarzy, ślusarzy a coraz więcej informatyków, menadżerów, specjalistów od zarządzania, marketingu itp. Są to więc zawody nie mające nic wspólnego z mechanika, nawet tą najłatwiejszą. Do naprawy broni w domowych warunkach zaczęli przystępować ludzie nie mający doświadczenia ani wyobraźni mechanicznej.

Dyskusja na łamach internetu anonimowego informatyka z fachowcem od biznesu na temat działania mechanizmów broni może zdezorientować i wprowadzić w błąd czytających. Jeszcze gorzej jest gdy każdy z nich twardo i do końca obstaje przy swoich błędnych teoriach. Gdy się czyta taką dyskusję trudno jest odseparować wiedzę od kompletnej bzdury.

Internetowych porad jest dużo: jak samemu zrobić dobry obiad, jak wyleczyć się z choroby, jak odnowić meble, jak naprawić kosiarkę czy też odkurzacz. Pisze się, że to łatwe - wystarczą tylko chęci i kilka prostych narzędzi. Wiara w to co napisano w internecie przez anonimowych głosicieli wiedzy jest często bezgraniczna. Próba wyprostowania mylnych informacji trafia na zdecydowany opór, w wielu przypadkach czyniąc ją niemożliwą..

Broń wytworzona do lat 90 miała prostą konstrukcję, budowana była według zasady: jedna dźwignia służy do obsługi jednej czynności. Natomiast broń wytwarzana obecnie jest całkowicie optymalizowana pod względem kosztów wytworzenia. W celu ich redukcji, jedna dźwignia ma podwójne działanie (a czasami nawet potrójne). Minimalny ubytek jednej powierzchni powoduje nieprawidłowe działanie innych mechanizmów. Jeżeli do takiej broni dobiera się amator, to problem z późniejszą naprawą jest o wiele poważniejszy

Często się słyszy że jeżeli mechanizm nie działa właściwie, to wystarczy coś podpiłować. Dla osoby posiadającej doświadczenie mechaniczne jest oczywiste, że tam gdzie pracują mechanizmy, powstają ubytki materiału, więc podpiłowanie nic nie pomoże a wręcz przeciwnie - pogorszy jego działanie!

Oprócz porad jak zamontować lunetę częste pytania dotyczą samodzielnego oksydowania broni. Odpowiedzi są różne, podawane są dawne i współczesne receptury. Obok prawdziwych receptur podawane są częściowo fikcyjne i całkiem zmyślone; receptury w których zmienione są proporcje i kolejności mieszania, czasami dodane lub odjęte składniki. Osób które miały kontakt z chemią nie trzeba przekonywać jaki wpływ w procesach chemicznych może mieć zmiana proporcji składników! Nie każdy jednak jest chemikiem, więc wybór właściwej receptury nie jest łatwy. Oto przykłady efektów pracy amatorów-rusznikarzy.



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
Lufy śrutowe oksydowane według receptury opisanej w czasie dyskusji internautów. Właściciel kupił odpowiednie odczynniki i przystąpił do oksydowania. Na skutek niewłaściwego procesu korozja na powierzchni luf jest nie do opanowania i pomimo ciągłego natłuszczania powierzchni po pewnym czasie rdza pojawia się od nowa. Jak stwierdził właściciel, koszty przekroczyły już 500zł.



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
Podobny przypadek, bock Merkel - piękna i doskonała broń! Marzenie wielu myśliwych. Lufy oksydowane według internetowej receptury, lub środkiem kupionym przez internet (właściciel nie chciał zdradzić tajemnicy jej pochodzenia). Efekt widać na zdjęciu.



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
właściciel kniejówka CZ584 doszedł do wniosku że rozrzut pocisków jest zbyt duży. A przyczyną tego może być wystrzelany koniec lufy. W internecie wyczytał a znajomi myśliwi potwierdzili że skrócenie lufy kulowej pomoże zmniejszyć rozrzut. Więc piłką do metalu obciął tylko lufę kulową, natomiast śrutową pozostawił nietkniętą. Na dodatek odcięty został łącznik spinający obie lufy - po kilku strzałach odlutowały się boczne szyny. Na pytanie czy po obcięciu lufy jest lepiej odpowiedział...a skąd... jest jeszcze gorzej.



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
Kolejny przypadek, aby zmniejszyć koszty oksydowania luf śrutowych na zimno u rusznikarza, zostały zaniesione do firmy gdzie oksydują łańcuchy, części do rowerów, śruby i nakrętki. Oksydowanie kosztowało jedynie 100zł, jednak po kilku miesiącach i wystrzeleniu paczki amunicji pojawił się problem: na skutek niewłaściwej metody oksydowania odlutowała się część szyny celowniczej. Właściciel stwierdził że wizyta u rusznikarza jest zbędna, przecież naprawić może samemu, tym bardziej że w internecie nawołują,...nie idź do fachowca, sam napraw swoją broń. Postanowił sprawę wziąć w swoje ręce i wywiercić dziurę przez obie szyny następnie śrubą skręcić. Pierwszy otwór wywiercił w złym miejscu bo lufy pod szyną celownicza są blisko siebie, następny otwór przesunął trochę dalej, też było źle, więc trzeci otwór jeszcze przesunął i przewiercił już na wylot



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
Aby mocniej można było ścisnąć wybrał więc mocniejszą śrubę, o większej średnicy śrubę aż.. M6, więc wiertłem 6mm przewiercił, nie tylko obie szyny ale też ....uszkodził obie lufy

Innym ciekawym przypadkiem z którym się spotkałem był sztucer CZ 550, którego właściciel po trzech latach użytkowania czytając internetowe dyskusje stwierdził że jego CZ 550 posiada zbyt duży rozrzut, w stosunku do tego co opisują internauci. Zadał nawet pytanie na popularnym forum jakie średnie średnie skupienie uzyskują posiadacze tej broni. Otrzymał sporo odpowiedzi od internautów, którzy stwierdzili że ze swoich CZ-tek uzyskują skupienie od 1,2 do 2cm na 100m, a z gorszej amunicji to nie więcej niż 3 cm. Niektórzy napisali że wycinają tzw. koniczynki czyli trzy łączące się przestrzeliny. Jego CZ miała trochę więcej. Na witrynach internetowych wyczytał że krótsza lufa jest sztywniejsza więc ma lepsze skupienie a obcięcie lufy i jej skrócenie będzie sprzyjać polepszeniu skupienia. Niewiele myśląc lufę ścisnął w imadle i popularną kątówką obciął kawałek lufy, akurat wyszło przez połowę... podstawy muszki. Niestety nie mam zdjęcia aby to pokazać, a szkoda.



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
Sztucer kal 30-06 montaż lunety zrobiony przez ślusarza amatora. Wykonane obejmy są wąskie, grube i sztywne i niezbyt dokładnie układają się na tubusie lunety. W wąskich obejmach powierzchnia styku z lunetą jest niewystarczająca, więc po kilku strzałach luneta zaczęła się przesuwać. Dokręcanie śrubek pomagało na krótko. Właściciel poczytał internetowe dyskusje dotyczące samodzielnego montowania lunet. Jeden z internautów napisał że najlepszym sposobem będzie ...przyspawanie lunety. Po przemyśleniu doszedł do wniosku że faktycznie przyspawanie będzie najlepszym sposobem na skuteczne zablokowanie lunety. Niewiele się zastanawiając przystąpił do dzieła.

I ostatnia historyjka: młody, zamożny biznesmen odkupił za spore pieniądze piękną, zadbaną belgijską dubeltówkę firmy Augusta Lebeau z Legie. Dla znawców dzieło kunsztu rusznikarskiego i kilkuset godzin pracy fachowca najwyższej klasy! Przez ostatnie kilkadziesiąt lat poprzedni właściciele starannie dbali i pielęgnowali tą broń z myślą że będzie służyć następnym pokoleniom. Nowy właściciel po pierwszych strzałach stwierdził że jego nowy nabytek strzela trochę niżej od miejsca gdzie celuje. Na popularnym forum dyskusyjnym zadał pytanie dlaczego jego strzelba dołuje? Jedna z odpowiedzi wydała mu się właściwa: muszka za wysoka. Po przeczytaniu zabrał się do dzieła. Spiłował muszkę. Niestety po spiłowaniu muszki i oddaniu kilku strzałów dubeltówka nadal dołowała, więc nie zastanawiając się pilnikiem spiłował także szynę celowniczą. Bez muszki trudno było strzelać więc przykleił kawałek końcówki spławika. Po tych zabiegach, z tak zniszczoną strzelbą pojechał do rusznikarza aby zapytać, go co z tą strzelbą można jeszcze zrobić?



ilustracja artykułu Waldemara Laskowskiego
bez komentarza.

Przykładów na niszczenie broni przez rusznikarzy-amatorów stosujących internetowe porady było dużo, tylko nie zawsze aparat był pod ręką a i pomysł na artykuł przyszedł niedawno. Korzystając z okazji chciałbym zaapelować do Kolegów: nie naprawiajcie samodzielnie broni! Tak jak rozliczenie z fiskusem zostawiacie księgowemu a niesprawny samochód prowadzicie do warsztatu, zepsutą broń zanieście do rusznikarza!

Waldemar Laskowski