Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.
Rozumiem, nie informuj mnie o tym.
email: hasło: Przypomnij hasło Utwórz konto


Koleżeńska pomoc (artykuł ten ukazał się w Łowcu Kresowym w 2015 roku.)


Na zbiorowym polowaniu właściciel kniejówki w czasie pędzenia i mierzenia do dzika nacisnął na spust, ale strzał nie padł, po sygnale o zakończeniu miotu koledzy na zbiórce jednoznacznie stwierdzili że w kniejówce złamała się iglica. W toku dalszej dyskusji uradzono że należy broń oddać do fachowca ale nie do rusznikarza bo on tylko....zedrze skórę. Kilku z nich poleciło wspólnego kolegę który znany jest ze swojej..złotej rączki gdyż zna się na wszystkim i jest fachowcem od wszystkiego. Kolega będący na polowaniu natychmiast potwierdził gotowość szybkiej naprawy w ciągu tygodnia aby na następne zbiorowe polowanie sprzęt był już gotowy. Niestety naprawa trwała znacznie dłużej bo około miesiąca, podobno wynikły jakieś problemy z odpowiednim materiałem na iglicę i innymi trudnościami technicznymi. W dniu odbioru aby potwierdzić dobre dorobienie iglicy fachowiec pokazał wystrzeloną łuskę i zalecił na wszelki wypadek przed polowaniem oddać kilka kontrolnych strzałów. Na próbne przystrzelanie nie było czasu tylko od razu wyjazd w łowisko na indywidualne polowanie. Po godzinnym siedzeniu na wygodnej ambonie i krótkim wabieniu przysznurował lis, broń szybko przyłożona do ramienia, krzyż lunety na celu i szybkie pociągnięcie za spust. To co nastąpiło sekundę później właściciel będzie pamiętać latami.




W trakcie polowania z zasiadki gdy dzik stanął idealnie do boku nie dalej jak 60metrów właściciel IŻ-a 18MN w kal 308W umieścił czerwony punkt lunety idealnie na komorze i nacisnął spust, usłyszał tylko...klap...do licha niewypał, szybko przeładował i zdążył jeszcze raz nacisnąć spust i ponownie usłyszał ..klap. Po powrocie do domu i dokładnych oględzinach stwierdził że złamała się iglica. Następnego dnia będąc u łowczego spotkał kolegów którym opowiedział swoją przygodę. Jeden z nich zaoferował swoją pomoc twierdząc że ma dostęp do tokarki i odpowiednią stal na iglicę jednocześnie stwierdził że w ciągu kilku dni nowa iglica zostanie zrobiona. Niestety naprawa trochę się przeciągała, fachowiec twierdził że są jakieś techniczne problemy ale po miesiącu broń była naprawiona, wspólnie została zrobiona próba i odstrzelona została tylko spłonka. A więc wszystko w porządku, broń sprawna.

Broń naprawiona więc wyjazd w łowisko ponieważ już wcześniej właściciel Iż-a twierdził że umówił się na spotkanie z dzikiem. Tego wieczoru Święty Hubert był łaskawy, dzik przyszedł, ustawił się idealnie do boku, więc czerwony punkt lunety szybko na komorę i strzał. Strzał padł ale jego głos był trochę dziwny, na twarzy poczuł uderzenie gorącego powietrza, jakiego nigdy wcześniej nie miał. Przez chwilę szukał przez lunetę miejsce zestrzału w nadziei że dzik leży, niestety dzika nie było więc próbował przeładować broń ale nie mógł jej otworzyć. Następnego dnia po powrocie do domu broni również nie mógł otworzyć, nie napinała się też iglica a osłona spustu była przekrzywiona i dziwnie luźna. Jednocześnie stwierdził że w oczach coś go kuje i konieczna będzie wizyta u okulisty.

Analizując ten przypadek należy stwierdzić że fachowiec źle wykonał iglicę, która przebiła spłonkę. Przez powstały otwór w spłonce gorące gazy prochowe pod dużym ciśnieniem nacisnęły na iglicę wyrywając ją z gniazda, pod jej naciskiem napięty został ponownie kurek z taką siłą że prowadnica sprężyny kurka która mimo że jest wykonana z wysoko gatunkowej stali została wygięta w pałąk. Ciśnienie gazów było tak duże że wyrwana została ze swojego gniazda osłona spustu wykonana z lekkiego stopu, przez powstały otwór gazy zdołały ujść na zewnątrz. Pod naciskiem gazów kolba pękła bardzo głęboko aż poza uchwyt pistoletowy po prawej i lewej stronie. Dodatkowo wyrwany został plastykowy wskaźnik napięcia kurka przez który gorące gazy dmuchnęły w twarz strzelca. Na zdjęciu Nr 2 w celu lepszego uwidocznienia pęknięcia szczelina została zaznaczona ołówkiem, do naprawy użyto trzech śrub.




Na corocznym przystrzeliwaniu broni przez myśliwych w kole .... xxxx …. właściciel sztucera Frankonia kal 7x64 i obecni przy tym koledzy z koła stwierdzili że sztucer ... rozrzuca, krótko mówiąc nie ma skupienia. Mimo różnej regulacji lunety skupienie pocisków nie było idealne. Stwierdzono że potrzebna będzie wizyta u rusznikarza który by sprawdził co jest przyczyną lub wymienił lufę mimo że jak właściciel twierdził sztucer nie był mocno wystrzelany. Jeden z nich stwierdził że przyczyną jest wystrzelana lufa a konkretnie jej sama końcówka. Kolejny kolega oznajmił że aby skupienie się poprawiło należy obciąć wystrzelaną końcówkę lufy a wtedy skupienie na pewno się poprawi, nie jest potrzebna wymiana lufy i wydawanie na nią niepotrzebnych pieniędzy Jeden z nich zaofiarował się taki zabieg dokonać, po kolejnych dyskusjach termin z kolegą został uzgodniony. Gdy kolega fachowiec przyszedł zabrali się do roboty, owinęli szmatką lufę aby szczęki imadła nie zostawiły śladów i skręcili. Jako narzędzia użyli popularnej kątówki ponieważ stwierdzili że tego typu narzędziem obetną idealnie równo i pod kątem prostym do lufy. Pozostawał tylko problem ile należy obciąć, uradzono że około 1.5cm.

Po obcięciu koniec lufy wyrównano pilnikiem i papierem ściernym. Pierwsze próby na strzelnicy nie wypadły zachwycająco sztucer nadal rozrzucał a może nawet więcej. Mimo wystrzelania paczki amunicji lunety nie dało się ustawić. Uradzono że konieczna jest wizyta u zawodowego fachowca. Na pytanie rusznikarza czy po zabiegu ucięcia lufy sztucer strzela lepiej padła odpowiedź...... strzela jeszcze gorzej.



Tekst i zdjęcia Waldemar Laskowski