Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.
Rozumiem, nie informuj mnie o tym.
email: hasło: Przypomnij hasło Utwórz konto

Artykuł ten ukazał się w Łowcu Lubelskim nr 2/47/2008

FAQ broń - zwiększenie przebicia luf śrutowych - część 1


Od wielu lat zawsze słuchałem opowieści myśliwych o cudownych strzelbach strzelających na bardzo duże odległośi, co to lisa kładą na 100 metrów, a czasami nawet i więcej. Z pewnością duża część tych opowieści była, skromnie mówiąc, czystą fantazją myśliwską, ale zawsze w każdej bajce jest część prawdy. W owych czasach, a były to lata osiemdziesiąte, trudno było w moich warunkach dokładnie sprawdzi siłę przebicia strzelb śrutowych. O urządzeniu, które mierzy prędkość śrutu nie było co marzyć ale bardzo często przeprowadzałem próby różnych dubeltówek strzelając do książek i liczyłem ile kartek zostało przebitych.

Dla mnie był to w tym czasie najbardziej miarodajny sposób mierzenia przebicia. W tamtych czasach, prawie 20 lat temu, był pewien rodzaj książek, które zawsze można było kupić po przystępnych cenach. Książki miałem zawsze jednakowe, nie musiałem się o nie martwić, gdyż były ogólnodostępne i cena była atrakcyjna. Kiedy tylko ich potrzebowałem szedłem do księgarni, stały zawsze na półce i jakby na mnie już czekały. Papier w nich był dobrej jakości i mało ulegał starzeniu, więc zawsze miałem ich pewien zapas. Panie z księgarni nie mogły zrozumieć po co kupuję takie ilości jednakowych książek.

W ciągu kilku lat, z okolicznych kół wyselekcjonowałem 2 dubeltówki, o których opinia nie tylko właściciela, ale i jego kolegów myśliwych potwierdzała, że dana broń strzela bardzo dobrze. W obu przypadkach broń była z dawnych lat; jedna to 12-tka Sauer & Sohn z 1953 roku, druga to 16-tka też Sauer & Sohn z 1950 roku. Pewnego dnia umówiłem się z właścicielem 12-stki aby sprawdzić jej przebicie. Do porównań użyłem własnej, bardzo dobrej czeskiej horyzontalnej strzelby kal. 12 ZP 147. wiem ze swojego wieloletniego doświadczenia, że czeskie dubeltówki mają bardzo dobre przebicie i pod tym względem mają wysokie notowania. Oddałem po trzy strzały z każdej lufy śrutem nr 2 z obydwu dubeltówek do jednakowych książek. Byłem bardzo zaskoczony i mocno zdziwiony, bo stara sfatygowana niemiecka strzelba, w której lufy miały głębokie wżery na całej długości, przebijała średnio 20 kartek więcej niż moja, w której lufy lśniły jak lusterko!

grawerowana baskila dubeltówki Merkel

jeśli klikniesz na obrazek to zobaczysz jak autor może pomóc Ci poprawić parametry Twojej broni

Dokonałem pomiaru luf. Moja strzelba miała długie na 5 cm czoki, a Sauerka tylko 1,5 cm, natomiast średnica przewodu lufy była w mojej strzelbie o 0,05 mm mniejsza. Czyżby różnica w długości czoków i trochę mniejsza średnica wewnętrzna lufy miały aż tak duże znaczenie? W swojej dubeltówce natychmiast sprawdziłem stan mechanizmów spustowo-uderzeniowych, iglic i sprężyn, a lufy bardzo starannie wypolerowałem, używając specjalnej pasty polerskiej z dodatkiem mikroproszku diamentowego, dającej 100% połysku. Po tym zabiegu efekt przyrostu przebicia był bardzo znikomy lub żaden...

Przez kilka lat szukałem książek na temat strzału śrutowego i przeczytałem całą dostępną literaturę w kraju, ale na ten temat nic nie znalazłem. Zasięgałem opinii u różnych znajomych rusznikarzy w kraju lecz niewiele mi powiedzieli. Nie wiedzieli lub nie chcieli powiedzieć - wszak to konkurencja!

Na początku lat 90-tych poznałem norweskiego rusznikarza i producenta broni, Truna Unseta, a trochę później Bertila Johanssona, szwedzkiego konstruktora broni wojskowej, jednego z dwu konstruktorów sztucera Carl Gustav 2000. w czasie wielogodzinnych, przeważnie nocnych, rozmów o broni zapytałem ich co zrobić, by zwiększy przebicie w dubeltówce. Obaj uśmiechnęli się i po namyśle powiedzieli, że aby uzyskać dużo lepsze bicie strzelby, należy lufy zestroić. W uzasadnieniu dowiedziałem się, że gwałtowny zapłon całego ładunku prochowego i początkowy ruch ładunku śrutu do przodu ma za zadanie pobudzenie lufy wibrowania w taki sposób, aby lufa kurczyła się i rozszerzała. W miejscu, gdzie akurat znajduje się śrut lub koszyk ze śrutem powinna się rozszerzyć czyli wybrzuszyć. Jeżeli to wszystko jest ze sobą ściśle zsynchronizowane, przesuwający się śrut ma mniejszy opór po ściankach lufy a jego lekkie prześlizgnięcie się przez lufę spowoduje zwiększenie prędkości.

Zaproponowali zrobienie pewnego dziwnego zabiegu. Trun Undset był doświadczonym praktykiem więc zapoznał mnie z technicznymi warunkami zestrojenia, twierdząc z uśmiechem, że jest to stara rusznikarska metoda, dziwiąc się przy okazji mojej niewiedzy. Natomiast Bertil Johansson powiedział mi wszystko dokładnie i szczegółowo od strony teoretycznej. Zabieg niby prosty ale w moich warunkach niewykonalny, bo wymagał specjalnego oprzyrządowania i był bardzo precyzyjny. Na początku podchodziłem do tego bardzo sceptycznie, nie bardzo w to wierzyłem.

Czysta fantazja - myślałem, przecież strzela to nie fortepian czy skrzypce, ale gdy przedyskutowałem temat z inżynierami lotnictwa i specjalistami od budowy śmigieł, uzyskałem potwierdzenie, że po takim zabiegu nastąpi zdecydowany przyrost prędkości śrutu. Moja ciekawość zwyciężyła. Przez trzy, może cztery lata trwały przygotowania, część oprzyrządowania kupiłem we włoskiej firmie produkującej lufy i baskile, część w niemieckiej firmie, część zleciłem do wykonania, a część zrobiłem sam. Gdy wszystko miałem na ukończeniu, i w najbliższych tygodniach miałem zamiar stroić lufę w swojej dubeltówce, odwiedził mnie Bertil Johansson. (cdn)

Waldemar Laskowski


zobacz także --> ofertę tuningu broni Waldemara Laskowskiego